Biebrza, leśniczówka Grzędy, Czerwone Bagno
"Wszelka ochrona dzikiej przyrody jest skazana na niepowodzenie, ponieważ aby kochać, musimy widzieć i głaskać, a kiedy wystarczająca liczba ludzi widziała i głaskała, nie pozostaje już nic do kochania"
Aldo Leopold
Biebrzę jeszcze nie wielu głaszcze tak więc warto:) Spacer kładką po bagnie robi wrażenie! Widoki najlepiej konsumuje się w samotności. Jest naprawdę dziko. Wprawdzie łosia widzieliśmy tylko przy leśniczówce, w ośrodku rehabilitacji dla dzikich zwierząt, ale wierzę że w trakcie naszej kolejnej wyprawy uda się wypatrzyć go w naturalnym środowisku.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okoliczności przyrody i zwierząt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okoliczności przyrody i zwierząt. Pokaż wszystkie posty
11.4.14
4.4.14
459.
Cześć! Co u Was?:) Mi czas niezauważenie przecieka przez palce i skłonna jestem przyznać, że im jestem starsza tym mniej mam właśnie czasu. Na cokolwiek...w głowie masa pomysłów: zawodowych, na bloga, na poprawki w domu, na czas z dzieckiem, na urlop, na porządki w szafie, w życiu, na kuchenne rewolucje. Realizacji doczekuje się jakieś 30% z nich. Mało, ale z drugiej strony cieszę się, że się dzieje bo gorsza od takiego zakręcenia jest chyba tylko stagnacja i nuda.
Mam ostatnio sporo pracy zawodowej, szczerze mówiąc to nawet nie sporo, a ogrom. Dlatego takie chwile jak ten niedzielny wypad nad Wisłę są [uwaga banał] zupełnie wyjątkowe. Nie ze względu na częstotliwość, ja po prostu doceniam wtedy to co mam dookoła siebie.
Nie potrzeba podroży wgłąb siebie w trakcie wyprawy do Azji, mi wystarczy chwila w dziczy (która o dziwo jest tuż pod domem) aby cieszyć się jak głupek z drobiazgów. Fajnie, że słońce świeci. Że pies kopie dołki na plaży od 3 godzin. Że towarzystwo dopisuje. Że gramy w frisbee. Że nie ma spiny.
To był zeszły weekend, w ten Biebrza! Już nie mogę się odczekać widoku Leny nawołującej naiwnie w lesie "Łosiu chodź, łosiu chodź!".
Mam ostatnio sporo pracy zawodowej, szczerze mówiąc to nawet nie sporo, a ogrom. Dlatego takie chwile jak ten niedzielny wypad nad Wisłę są [uwaga banał] zupełnie wyjątkowe. Nie ze względu na częstotliwość, ja po prostu doceniam wtedy to co mam dookoła siebie.
Nie potrzeba podroży wgłąb siebie w trakcie wyprawy do Azji, mi wystarczy chwila w dziczy (która o dziwo jest tuż pod domem) aby cieszyć się jak głupek z drobiazgów. Fajnie, że słońce świeci. Że pies kopie dołki na plaży od 3 godzin. Że towarzystwo dopisuje. Że gramy w frisbee. Że nie ma spiny.
To był zeszły weekend, w ten Biebrza! Już nie mogę się odczekać widoku Leny nawołującej naiwnie w lesie "Łosiu chodź, łosiu chodź!".
7.1.14
454.
Bieszczady to miejsce kultowe, które odwiedziłam do tej pory tylko dwa razy, a które mam cholerną ochotę poznać lepiej. Gdyby nie fakt, że z Warszawy jest tam bardzo daleko, to pewnie bywałabym tam przynajmniej raz w miesiącu. Po tym jak posypały się moje ambitne plany na Sylwestra postanowiłam, że przynajmniej początek roku będzie wyjątkowy:) Zakupiłam przepiękny kalendarz, Pan Kalendarz i zanotowałam na jego pierwszych stronach właśnie wypad w Bieszczady. Totalnie spontaniczny, tuż po Nowym Roku. Ambitnie podchodząc do sprawy postanowiliśmy pojechać całą rodziną, czyli zarówno z Leną jak i psem. Ambitnie.
Na pierwszy rzut postawiliśmy sobie największe (jak dla nas) wyzwanie czyli Połoninę Caryńską. Oczywiście ja, jak to ja, nie sprawdziłam dokładnie i na miejscu okazało się że psy mają zakaz wstępu do całego Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Zaryzykowaliśmy i psa jednak zabraliśmy bo nie było możliwości aby ją gdziekolwiek zostawić na cały dzień. Na miejscu okazało się, że zakaz zimą jest wirtualny i nikt go nie egzekwuje ale ja jednak byłam w lekkim stresie, że zaraz ktoś nas złapie albo że pies przyciągnie wilki (naczytałam się dziwnych opowieści z neta) i na następne wyprawy do BPN psa zabierać już nie będę.
Nasza druga przeszkadzajka to Lena, która oczywiście podejścia na Połoninę Caryńską nie dała by rady pokonać sama więc 90% trasy pokonała na moich plecach w nosidle Tula. Byliśmy na to przygotowani i mimo, że było ciężko to dzielnie ją dźwigałam. Nie przewidzieliśmy tylko jednego - ciepłego obuwia dla Leny:( Na szczycie warunki były diametralnie inne od tych na dole: mgła, wiatr, śnieg, mróz. To wszystko + brak ciepłych butów spowodował, że ta wpadła w histerię i mimo usilnych prób nie udało nam jej się uspokoić. Ponieważ widoczność i tak była niemal zerowa, a my przez nasze żółwie tempo z Leną, psem i naszą kondycją daleko poza założonym planem, to postanowiliśmy zawrócić obawiając się aby nie zastał nas wieczór w górach.
Żałuję bardzo, że nie udało nam się przejść całej trasy ani zobaczyć czegokolwiek ze szczytu ale już schodząc obiecałam sobie, że powrócę tam na wiosnę - bez psa i lepiej przygotowana!
Nasze kolejne trasy były bardziej lajtowe i już nie tak pełne dramatyczne zwrotów akcji, co nie zmienia faktu, że równie fajne. Poszukiwaliśmy zaginionych wsi i oglądaliśmy rozgwieżdżone niebo nocą (coś niesamowitego!). Wieczory to kominek, grzaniec i scrabble. Nic nadzwyczajnego, a jednak przyjemne.
Mimo, że wyjazd z psem i 2-letnim dzieckiem w góry w styczniu jest jednak dość męczący to ja baterie naładowałam i dziś zasiadłam do pracy pełna zapału i chęci:) A w Bieszczady wrócę jeszcze z pewnością dlatego jestem otwarta na wszelkie podpowiedzi i sugestie co do tras i miejsc, które warto zobaczyć.Z góry dziękuję!
Na pierwszy rzut postawiliśmy sobie największe (jak dla nas) wyzwanie czyli Połoninę Caryńską. Oczywiście ja, jak to ja, nie sprawdziłam dokładnie i na miejscu okazało się że psy mają zakaz wstępu do całego Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Zaryzykowaliśmy i psa jednak zabraliśmy bo nie było możliwości aby ją gdziekolwiek zostawić na cały dzień. Na miejscu okazało się, że zakaz zimą jest wirtualny i nikt go nie egzekwuje ale ja jednak byłam w lekkim stresie, że zaraz ktoś nas złapie albo że pies przyciągnie wilki (naczytałam się dziwnych opowieści z neta) i na następne wyprawy do BPN psa zabierać już nie będę.
Nasza druga przeszkadzajka to Lena, która oczywiście podejścia na Połoninę Caryńską nie dała by rady pokonać sama więc 90% trasy pokonała na moich plecach w nosidle Tula. Byliśmy na to przygotowani i mimo, że było ciężko to dzielnie ją dźwigałam. Nie przewidzieliśmy tylko jednego - ciepłego obuwia dla Leny:( Na szczycie warunki były diametralnie inne od tych na dole: mgła, wiatr, śnieg, mróz. To wszystko + brak ciepłych butów spowodował, że ta wpadła w histerię i mimo usilnych prób nie udało nam jej się uspokoić. Ponieważ widoczność i tak była niemal zerowa, a my przez nasze żółwie tempo z Leną, psem i naszą kondycją daleko poza założonym planem, to postanowiliśmy zawrócić obawiając się aby nie zastał nas wieczór w górach.
Żałuję bardzo, że nie udało nam się przejść całej trasy ani zobaczyć czegokolwiek ze szczytu ale już schodząc obiecałam sobie, że powrócę tam na wiosnę - bez psa i lepiej przygotowana!
Nasze kolejne trasy były bardziej lajtowe i już nie tak pełne dramatyczne zwrotów akcji, co nie zmienia faktu, że równie fajne. Poszukiwaliśmy zaginionych wsi i oglądaliśmy rozgwieżdżone niebo nocą (coś niesamowitego!). Wieczory to kominek, grzaniec i scrabble. Nic nadzwyczajnego, a jednak przyjemne.
Mimo, że wyjazd z psem i 2-letnim dzieckiem w góry w styczniu jest jednak dość męczący to ja baterie naładowałam i dziś zasiadłam do pracy pełna zapału i chęci:) A w Bieszczady wrócę jeszcze z pewnością dlatego jestem otwarta na wszelkie podpowiedzi i sugestie co do tras i miejsc, które warto zobaczyć.Z góry dziękuję!
29.10.13
449.
Cudze chwalicie, swego nie znacie. Banał, prawda? Kiedyś znajomy ze Szwajcarii zapytał mnie jacy są wschodni sąsiedzi Polski...sądził, że skoro urodziłam się na wschodzie Polski, to kraje ościenne znam przynajmniej nieźle. Zdziwił się mocno gdy powiedziałam mu, że nigdy nie byłam ani na Ukrainie, ani na Litwie, ani na Białorusi ani tym bardziej w obwodzie kaliningradzkim. Dla niego było normalne że podróże zagraniczne zaczyna się od najbliższych sąsiadów - dla mnie (a raczej dla moich rodziców) oczywiste było to, że jeśli już pojawiała się możliwość wyjazdu za granicę, to tylko na zachód, nigdy wschód. No cóż....pora zawalczyć z przyzwyczajeniami i odwrócić się o 180 stopni.
Jakiś czas temu wpadłam na genialnego posta Styledigger i popukałam się w czoło! Jak to możliwe aby żyć niemal 20 lat obok i nie znać Biebrzy? To znaczy znać, znałam, nawet raz tam byłam na krótkiej, jednodniowej wycieczce, ale jakoś niewiele wtedy zapamiętałam....nigdy nie wróciłam, nigdy bardziej się nie zainteresowałam. Tak więc dzięki Bogu za 'durne' blogi szafiarskie o szmatkach i pierdołach - jeden z najwartościowszych blogów wywodzących się z szafy:) zainspirował mnie do zorganizowania Wyprawy w Poszukiwaniu Łosia. Zainspirował, ba! można nawet powiedzieć, że sprowokował do skopiowania bo mam nawet identyczne zdjęcie na Długiej Luce na bagnie Ławki. Inne blogerki kopiują stylizacje, ja kopiuję sytuacje:)
Wyprawa była rodzinna, ze względu na kleszcze i podmokłe tereny niestety bez psa. Były bagna, mgła, lekka mżawka, kanapki, herbata z termosu i co najważniejsze wypatrywanie łosi - jak dla 2 letniego dziecka i 30 letniej kobiety moc atrakcji. Do tej pory uśmiecham się na samo wspomnienie Leny brodzącej w kaloszach po błocie i wołającej "Łosiu chodź! łosiu chodź!" (niestety nadaremno, łosia nie spotkaliśmy, ale to tylko kolejny powód aby tam wrócić).
Tereny Biebrzańskiego Parku Narodowego o tej porze roku są niesamowite: lekka mgła tylko dodawała bagnom uroku, deszcz nie przeszkadzał, ale dopełniał klimatu posępności i osamotnienia. Pusto, cicho...nie pamiętam już kiedy byłam tak sama, jak wtedy gdy weszłam na 400metrową kładkę wgłąb bagna.
Warto przeżyć.
30.9.13
445.
Zmiany, zmiany, zmiany. Etykietka szafiarki zaczęła mnie uwierać już jakiś czas temu, bo stała się zbyt ciasna. Lubię to miejsce, lubię Was, czytelników, więc trudno byłoby mi to wszystko, ot tak, po tylu latach porzucić. Dlatego od dziś, oficjalnie, ogłaszam nową erę tego bloga: zgodnie z nazwą, będę tu pisać o różnych ładnych rzeczach, nie tylko ciuchach! O czym konkretnie? Wyjdzie w praniu:) Myślę o małym DIY, dekoracji wnętrz, slow food, ciekawych miejscach, macierzyństwie, knajpach. Rozpoczynam od....
DYNI
Mieszkam w zagłębiu dyniowym, Dyniowoli, krainie kapusty, dyni i (niegdyś) pomidorów. Sądziliście, że w Warszawie? W sumie tak, bo do znaczka z napisem Warszawa dobiegam w pół godziny, ale formalnie jest to podwarszawska wieś znajdująca się w gminie Lesznowola. Warto zapamiętać tą nazwę, szczególnie jeśli mieszkacie w stolicy lub okolicy.
Widoki bywają tu jesienią piękne, soczyste:) Co roku, w okresie od września do listopada, na ulicy Słonecznej w Lesznowoli (bliżej Magdalenki) miejscowi rolnicy wystawiają przed swoje domy stragany z własnoręcznie wyhodowanymi dyniami (i nie tylko, ale to dynie są gwiazdą sezonu). Plotka głosi, że pewna osoba postanowiła jako pierwsza zainwestować trochę czasu w stworzenie naprawdę pięknego straganu przy ulicy, to chwyciło i rozpleniło się po sąsiadach. Inna wersja głosi, że pewien rolnik wystawił przed dom paletę z dyniami w dniu kiedy przed jego domem biegł maraton o Puchar Wójta, sprzedaż ruszyła, pozostali podchwycili pomysł.
W sumie to nieważne kto rozpoczął, ważne jaki jest efekt. A efekt jest bombowy, szczególnie gdy mamy prawdziwą polską, złotą jesień. W którymś momencie ulica Słoneczna staje się ulicą Dyniową - przy każdym domu stoją stragany z najróżniejszymi odmianami dyni i nie są to zwykłe palety:
Już sama ilość straganów robi wrażenie, do tego można dodać pomysłowe sposoby ekspozycji, piękne dynie ozdobne, typowe dynie na Halloween (z wyciętymi otworami i świecami zapalanymi po zmierzchu) oraz pobliskie stadniny koni - wszystko razem tworzy piękne złoto-jesienne obrazy.
Po dynie pojechałam w ostatni weekend, straganów póki co jest jeszcze niewiele, ale są bardzo dobrze zaopatrzone. Pani sprzedająca zaprowadziła mnie na podwórko, pozwoliła wybrać najładniejszą dynię, doradziła, która najlepsza jest na zupę, a która na ciasto. Poleciła mi też dynię podłużną, z której można upiec frytki. Wyjechałam obładowana trzema dyniami, za które zapłaciłam w sumie 29zł, czyli przyzwoicie. Odkąd odkryłam dynię jako warzywo kulinarne (u mnie w domu dyni się nie jadło) co sezon zachwycam się jak wiele można z niej zrobić. Pisząc tego posta zajadam się niebiańskim ciastem dyniowym z Kwestii Smaku i popijam espresso. Boskie drobne przyjemności! Polecam i Wam:)
Ps. Jeżeli macie swoje ulubione sposoby na dynię będę wdzięczna za podzielenie się.
Ps. Jeżeli macie swoje ulubione sposoby na dynię będę wdzięczna za podzielenie się.
8.7.13
437.
Różne ładne rzeczy, zgodnie z nazwą bloga.
Mazury, sielsko anielska wiocha, rowery, konie, stara chałupa, nic nierobienie, dobre jedzenie. Tylko nasza trójka. Naładowałam akumulatory, mimo, że wypad był bardzo krótki. Już wiem gdzie wrócę.
Mazury, sielsko anielska wiocha, rowery, konie, stara chałupa, nic nierobienie, dobre jedzenie. Tylko nasza trójka. Naładowałam akumulatory, mimo, że wypad był bardzo krótki. Już wiem gdzie wrócę.
22.4.12
360.
Różowa pomarańcza
Piękny dziś dzień był, nieprawdaż?:) Zaliczyliśmy spacer całą rodziną, jak widać pies także jest w nią wliczany. Relacje na linii Lena - Tośka z dnia na dzień się robią coraz ciekawsze. Ta pierwsza w końcu zauważyła psa bo generalnie w końcu zauważa otaczający ją świat:) Natomiast ta druga zauważyła dziecko bo nagle się okazało, że to wspaniałomyślny dostarczyciel żywności (rozpoczynamy blw-u, to jest chyba ulubiona metoda wprowadzania pokarmów wszystkich psów!).Nie mogę doczekać się etapu raczkowania, włażenia do kojca i wyjadania z psiej miski!
Źródło pochodzenia: baletki - Bata; legginsy - Calzedonia; T-shirt, okulary i naszyjnik - H&M; płaszcz - Marks&Spencer; torba - F&F
24.6.11
300.
3,2,1...
300 postów za, wiele zdjęć przed, mało słów, 3 sznaucery, 2 siostry, 1 i ta sama sukienka.






300 postów za, wiele zdjęć przed, mało słów, 3 sznaucery, 2 siostry, 1 i ta sama sukienka.






Autor zdjęć: ja, moja siostra, mój mąż; miejsce: Łomża
Źródlo pochodzenia: sukienka - dział dziecięcy H&M % (i ja ciężarna prawie 30-latka zmieściłam się w nią! ale było warto bo kosztowała 20zł), broszka złota - targ staroci w Barcelonie, broszka pluszowa - Flo Outlet, oba bolerka - sh
Źródlo pochodzenia: sukienka - dział dziecięcy H&M % (i ja ciężarna prawie 30-latka zmieściłam się w nią! ale było warto bo kosztowała 20zł), broszka złota - targ staroci w Barcelonie, broszka pluszowa - Flo Outlet, oba bolerka - sh
7.6.11
295.
¡Hola! ¿Qué tal?
Pokonałam (prawie) wszystko: własne obawy, trzęsienie ziemi w Murcji, wybuch wulkanu na Islandii, plagę hiszpańskich ogórków, niedowierzanie co poniektórych znajomych, narzekanie mam i dziadków, przedziwne opinie internetowych "ekspertów"... pokonałam to wszystko i zrealizowałam swój plan ostatniego w najbliższym czasie spokojnego urlopu tylko we dwoje. Mnie pokonało jedynie słońce, bo okazało się, że mam na nie uczulenie, ale na szczęście nie planowałam smażenia się na plaży więc i to udało się jakoś obejść. Było rewelacyjnie! Poniżej krótka ciuchowa (i nie tylko) relacja. Chronologicznie:
Autor zdjęć: mąż, miejsce: Malaga
Źródło pochodzenia: buty - CCC, sukienka - sh, torba - Tesco, kapelusz - Auchan, okulary - Reserved





Autor zdjęć: mąż, miejsce: Gibraltar
Źródło pochodzenia: sukienka - Tesco, buty - CCC, naszyjnik i okulary - Reserved
Źródło pochodzenia: sukienka - Tesco, buty - CCC, naszyjnik i okulary - Reserved

Autor zdjęć: mąż, miejsce: Tarifa
Źródło pochodzenia: sukienka - sh (Topshop), zegarek - "pamiątka":) z Hiszpanii

Autor zdjęć: mąż, miejsce: Kadyks
Źródło pochodzenia: sukienka - Bershka, kolczyki - "pamiątka" z Hiszpanii
Źródło pochodzenia: sukienka - Bershka, kolczyki - "pamiątka" z Hiszpanii

Autor zdjęć: mąż, miejsce: Ronda
Źródło pochodzenia: sukienka - sh, kolczyki - prezent, wachlarz - pamiątka z Hiszpanii
Źródło pochodzenia: sukienka - sh, kolczyki - prezent, wachlarz - pamiątka z Hiszpanii
Autor zdjęć: mąż, miejsce: Granada
Źródło pochodzenia: spodnie - sklep indyjski, buty - Deichmann, T-shirt i torba - Tesco, kolczyki - prezent

Autor zdjęć: mąż, miejsce: Barcelona
Źródło pochodzenia: buty - CCC, spodnie - Vero Moda, bluzka - Tesco, torba - Cholewiński
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
UWAGA
Wszystkie zdjecia zamieszczone na tej stronie chronione są prawem autorskim. Przetwarzanie i publikacja w jakiejkolwiek formie bez zgody autorki jest zabronione.
Chcesz ich użyć? Zapytaj: rozneladnerzeczy@op.pl
Chcesz ich użyć? Zapytaj: rozneladnerzeczy@op.pl

































