28.3.12

356.

Ciąża, dziecko a sprawa ciuchów

Jako, że lada dzień stuknie mi pół roku bycia matką i 15 miesięcy poruszania się w tematyce macierzyństwa oraz ponieważ blog ten z założenia ma dotyczyć ciuchów to pozwolę sobie popełnić posta na temat powiązań między tymi dwiema kwestiami. Może komuś się przyda:)

            Zacznijmy więc od początku - dowiadujesz się, że jesteś w ciąży i co? Podobno jeśli to pierwsza ciąża to chce się jak najszybciej wyeksponować brzuch aby pochwalić się tą radosną nowiną z całym światem. Jeśli Twoje myśli krążą więc wokół sklepów z odzieżą ciążową to szczerze odradzam, no chyba, że bardzo zależy Ci na tym aby wydać dużo pieniędzy na zwykłe ciuchy w nieco większych rozmiarach! Przez moment kusiły mnie koszulki ze śmiesznymi grafikami w okolicach brzucha typu "Baby on board" ale po pierwsze są one stosunkowo drogie, w większości bardzo infantylne a dodatkowo kiepskie jakościowo. No i sprawdzają się przez krótki czas, a później można w nich co najwyżej spać. Odpuściłam. Co więc moim zdaniem warto mieć? Na początku warto nie robić rewolucji, zostawić w spokoju zawartość własnej szafy i korzystać z niej dopóki ciało na to pozwoli. Wbrew pozorom niekiedy jest to naprawdę stosunkowo długi okres. Rozpoczynając przygodę pt. ciąża wydawało mi się, że po prostu urośnie mi brzuch więc będę musiała nosić większe 'góry'. Zakupiłam więc kilka luźniejszych bluzek i sądziłam, że na tym sprawa się zakończy. Nie wzięłam jednak pod uwagę faktu, że poza brzuchem poszerzają się biodra co systematycznie eliminuje liczbę spodni i spódnic, które na Twój tyłek wejdą. Dlatego warto zakupić jedne klasyczne jeansy ciążowe - to rzecz, którą docenisz szczególnie pod koniec, gdy sztuczki z niedopiętymi ukochanymi portkami już nie będą zdawać egzaminu. I jeśli tak jak ja nie trawisz spodni z wysokim stanem to uwierz: ten szeroki, elastyczny pas naprawdę będzie wybawieniem dla uciskanego dużego brzucha. Poza tym sprawdzają się wszelkiego typu haremki, szarawary, alladynki i wszystkie spodnie oraz spódnice z elastyczną gumką w pasie.
 Oczywiście nieśmiertelny zestaw ciążowy legginsy+tunika także daje radę ale uwaga! ja przejechałam się na niektórych moich legginsach bo okazało się, że są zbyt obcisłe w pasie przez co wcale nie były tak wygodne jakby się to mogło wydawać. Moim osobistym hitem wśród ciuchów dla ciężarnych były jednak sukienki - wszystkie: maxi, midi, mini, szersze, obcisłe, eksponujące piękny w tym czasie dekolt. Praktycznie 3/4 ciąży przechodziłam w sukienkach i co myślę warto podkreślić: nie były to sukienki ciążowe (cokolwiek to jest...). Jaki fason? O ile nie jest to ekstremalnie obcisła sukienka tuba lub bandażowa to każda powinna podołać ciążowej figurze, ważny jest tylko rozmiar:) 
Generalnie jeśli chodzi o ciuchy w trakcie ciąży to obecna moda jest bardzo przyjazna i naprawdę nie warto zawracać sobie głowy jakimiś stricte ciążowymi ubraniami - oversize, tuniki, legginsy, sukienki, t-shirty...to wszystko można znaleźć w normalnych sklepach w normalnych cenach:) 

            Im bliżej daty porodu tym bardziej moje myśli krążyły wokół kwestii co spakować dla siebie do szpitala. Dowiedziałam się w tym czasie, że istnieje coś takiego jak koszula do porodu (sic!) - tak, takie to teraz wyspecjalizowane są akcesoria dla ciężarnych. Czy warto w nie inwestować? Nie, to moim zdaniem kolejny bajer niewart swojej ceny. Co warto zabrać? Poród i cała otoczka szpitalna odzierają nieco nas z intymności dlatego przede wszystkim warto spakować szlafrok - to oczywista oczywistość, poród czasami ciągnie się niemiłosiernie, trzeba chodzić, wokół często obcy ludzie, podekscytowani przyszli ojcowie. Szlafrokiem miło się pozasłaniać bo pod spodem...no cóż, prawda jest taka, że w jeansach i t-shircie rodzić się nie da:) Ja wybrałam proste rozwiązanie: stara, krótka koszulka nocna na ramiączkach (coś w tym stylu) . Stara - więc nie szkoda by mi było gdyby się zniszczyła; krótka - nie przeszkadzała w aktywnym porodzie (skoki na piłce itp), umożliwiała niezbędne badania ale jednocześnie dawała komfort że nie paraduję z gołym tyłkiem na wierzchu:); na ramiączkach - łatwo byłoby jedno zsunąć aby nakarmić dziecko pierwszy raz, położyć je do pierwszego kontaktu skóra-skóra (czego nie sprawdziłam bo u mnie skończyło się cesarką). Po trudach porodu spędzisz prawdopodobnie kilka dni na szpitalnym łóżku karmiąc dziecko. Jeśli w planach jest karmienie piersią to warto  mieć ze sobą koszulę nocną do karmienia. W tym miejscu przestrzegam przed zakupem czegokolwiek co ma w nazwie koszula do karmienia piersią/ dla mamy karmiącej - w 99% są to koszulki, które stylistyką z pewnością bliższe są 3-latce niż 30-latce. Gdy leżysz zmęczona po trudach porodu, nie masz czasu wyskoczyć pod prysznic, nie mówiąc już o uczesaniu się czy umalowaniu to nie dobijaj swej kobiecości idiotyczną koszulką z kolorowymi żyrafkami i otworami na wymiona. Uwierz, aby nakarmić dziecko w łóżku wystarczy posiadać albo koszulę rozpinaną po całości (lub tylko w okolicy dekoltu) albo zestaw T-shirt (w miarę luźny) i spodenki. Takie coś kupisz wszędzie! Ja miałam koszulę w szaro-białą kratę z różowymi guzikami (podobną do tej) i czułam się dzięki niej jak księżniczka:)

            Po porodzie, gdy maluch jest już po drugiej stronie trzewi kluczowymi kwestiami jeśli chodzi o ciuchy są wygoda i dostęp do piersi (jeśli będziesz karmić piersią). Wygoda - rzecz względna, dla jednego to dresy dla drugiego garsonka:p więc tę kwestię pominę. Karmienie piersią - to dopiero rewolucja jeśli chodzi o ubieranie się! Początkowo byłam przerażona, wydawało mi się, że gdy stracę brzuch to odzyskam moją szafę, a tu nagle okazało się, że moja garderoba skurczyła się gwałtownie bo nie wszystko nadaje się do karmienia:( Z perspektywy czasu (nadal karmię) mogę powiedzieć, że nie jest tak źle:) Aby w przyrodzie pozostała równowaga okres nadmiernej eksploatacji sukienek zastąpił czas posuchy bowiem ciężko sięgnąć do piersi w sukience (no chyba, że ma duży dekolt, ale wtedy moim zdaniem wywala się na wierzch zbyt dużo i nie jest to komfortowe rozwiązanie jeśli chodzi o karmienie w miejscach publicznych). Co się sprawdza? Jak dla mnie zestawem nr 1. jest koszulka na ramiączkach z odpinanym przodem (tego typu) + zwykły T-shirt/ bluzka. Taką koszulkę można znaleźć w sklepach internetowych, sieciówkach (ja kupiłam swoją w H&M) lub w tańszej opcji zastąpić starą koszulką na ramiączkach, która ma ramiączka tak rozciągnięte, że dekolt kończy się pod biustem. Niekiedy te koszulki obiecują, że są także biustonoszem, ale w to akurat nie warto wierzyć i lepiej zaopatrzyć się w porządny biustonosz do karmienia dodatkowo. Jeśli masz już taką koszulkę to karmienie w miejscu publicznym jest proste: koszulka na ramiączkach zasłania nam tzw schaby:) a T-shirt/bluzka zasłania górną część dekoltu. Można te rozważania uznać za zbyt zachowawcze i po prostu wyciągnąć cycek na wierzch ale akurat moje poczucie wstydu mi na to nie pozwala (w miejscu publicznym bo w domu to inna sprawa).

            Ostatnia kwestia to bielizna - w mojej sytuacji problematyczna była tylko góra. Wszelkiego rodzaju wynalazki typu majtki ciążowe (są, istnieją, poważnie!) były mi obce i właściwie nie wiem co w nich jest takiego specjalnego. Natomiast biustonosze należy zakupić, a i owszem:) Chciałam tylko uczulić na jedną kwestię: biust rośnie w trakcie ciąży jak i po porodzie (przynajmniej u mnie!). Już na początku ciąży niezbędna jest wymiana co najmniej kilku egzemplarzy, ale nie wiem czy warto kupować więcej niż jeden biustonosz przeznaczony do karmienia bo później może się on okazać za mały! A za mały biustonosz do karmienia może = okropny ból, gorączka, antybiotyk (czyt. zapalenie piersi). Dlatego gdybym była w ciąży jeszcze raz to zakupiłabym jeden biustonosz do karmienia tuż przed porodem (tak aby można go było zabrać do szpitala), a po porodzie udałabym się do sklepu stacjonarnego  i porządnie (nie przez Internet!) dobrałabym sobie prawidłowy, nowy (zazwyczaj większy:D) rozmiar biustonosza.

            To tyle moich własnych przemyśleń na temat ciuchów i macierzyństwa (spokojnie, nie będzie poradnika "Sexi mama 2" by robaczek). Jak łatwo obliczyć w ciąży byłam wiosną/latem więc moje przemyślenia są ograniczone głównie do temperatur letnich. Poza tym dziecko mam tylko jedno, młoda jestem, głupia, nie znam się więc wolno krytykować i dodawać swoje trzy lub nawet cztery grosze:)

26.3.12

355.

Bejsbolówka
Nie podejrzewałabym się o takie rzeczy, ale w sumie skoro lubię szare dresy to czemu by nie? Jako porządna blogerka zwana niekiedy mylnie modową lub przezywana przez niektórych szafiarką powinnam zszokować Was jakimś niebanalnym połączeniem sportowej kurtki z koronkową sukienką z sary, jakimiś niebotycznymi, plastikowymi szpilami z deze, kopertówką z romve, paskiem z asoza, masą biżuterii ze zwierzątkami z hama i czymkolwiek innym z scheinside ale wybaczcie....będzie ciut po mojemu:) Na szczęście tu nic nie muszę.
 Źródło pochodzenia: buty - Bata, spodnie - Terranova, bejsbolówka - Tesco (F&F), kolczyki - Cubus, bransoletka - targ staroci

20.3.12

354.

Cyrk! proszę Państwa
Rzadko zdarza mi się fascynacja produktami jednej firmy, daleka jestem od lojalności i postawy hard usera. Okazało się, że są jednak firmy których spojrzenie na estetykę jest mi tak bliskie, że wykupiłabym 90% ich asortymentu. Na jednym biegunie moich ciuchowych fascynacji jest czerń, szarość, drapowania, zabawa fakturą w monochromatycznym sosie a jednocześnie na drugim biegunie jest cyrkowe szaleństwo barw i wzorów, przesada, zabawa modą, mrugnięcie okiem. To wszystko odnalazłam w ciuchach hiszpańskiego Desiguala, które niekiedy, przyznam, balansują na krawędzi bazarowego kiczu (szczególnie linia męska) ale generalnie są tak radosne, że trudno się na ich widok nie uśmiechnąć. Inną tego typu marką jest np Irregular Choice, która w swojej ofercie posiada m.in. buty z terrierem!. Ach, gdyby te firmy chciały sponsorować mojego bloga to mogłabym nawet w zamian za ich produkty zorganizować u siebie giwełeja lub ubrać w pantofle Irregular Choice i sukienkę Desiguala Tośkę albo Lenę(jak zacznie chodzić) :p
Tak więc ten tego...proszę się nie krępować:) Bo póki co musiałam się wykosztować sama, a nie jak porządna blogerka prezentować tu gifty:p
Autor zdjęć: mój maż, miejsce: Nowa Iwiczna
Źródło pochodzenia: sukienka - allegro (Desigual), baletki - Bata, ramoneska - Tesco (F&F), kolczyki - Cubus

18.3.12

353.

Solejka
Dziś będzie pozytywnie, czyli to co lubię!
Na pierwszym planie solejka. Jakieś 3 lata temu pomyślałabym pewnie, że to kolejka wożąca sól a dziś już wiem, że to po prostu plisowana spódnica. Są pewne* zalety prowadzenia bloga o ciuchach:)
Autor zdjęć: mój mąż, miejsce: Zalesie Górne
Źródło pochodzenia: trampki -  Bershka, spódnica - allegro (no name), bluzkai torebka - Tesco (F&F), kolczyki - Cubus
 
* poza dobrym fun'em, szerszym spojrzeniem na szmatki i poznaniem świetnych ludzi przede wszystkim!
Ps. A jeśli jesteście ciekawi co uznałam za niezbędny dodatek do tej stylizacji:p na spacer po lesie to zapraszam na moją blogową stronę na facebooku:)

17.3.12

352.

No nie lubię!
Powracam tu po dość długiej przerwie z której nie zamierzam się tłumaczyć ale i nie zamierzam powtarzać bo siedzenie w szpitalu to nie jest to co małe tygryski lubią najbardziej:( Najważniejsze, że na wiosnę oprócz bocianów przyleciało także zdrowie:)
W tych pięknych okolicznościach przyrody powracam z czymś czego nie trawię, nie lubię i staram się unikać jak tylko mogę...marynarki, eleganckie spódnice, poważne zestawy bleeee!! Nie wiem jak ja dorosnę, 30-stka już za rogiem a ja myślę o różowych warkoczykach i wacie cukrowej:) No ale czasami trzeba, oto moja nieudolna interpretacja dorosłości:D
 
Źródło pochodzenia: kozaki - Reserved, spódnica - H&M, marynarka - sh, broszka - targ staroci, torba - Cholewiński

UWAGA

Wszystkie zdjecia zamieszczone na tej stronie chronione są prawem autorskim. Przetwarzanie i publikacja w jakiejkolwiek formie bez zgody autorki jest zabronione.
Chcesz ich użyć? Zapytaj: rozneladnerzeczy@op.pl

Follow by Email