Za krat(k)ami
Już miałam odwiesić bloga na wieszaku w oczekiwaniu na bardziej sprzyjające okoliczności przyrody i czasoprzestrzeni gdy nagle... przypomniałam sobie o kilku fotkach zrobionych jeszcze przed porodem:) Nie wiem kiedy i jak uda mi się powrócić tu z oszałamiającymi kreacjami, w których przyjmuję licznych wujków i ciotki odwiedzających me robaczywe poddasze w celu obejrzenia Lenki. Tymczasem więc trochę historii:)
Te zdjęcia zrobione były dokładnie w tym tygodniu, który zakończył się porodem (czego oczywiście zupełnie się nie spodziewałam!). Strój, który wybrałam na spotkanie z licealnymi koleżankami (z których jedna przyleciała aż z Meksyku i kurka wodna minęła się z Lenką bo wyleciała o jeden dzień za szybko) okazał się proroczy. Być może zadziałała podświadomość, być może to nadinterpretacja, ale ja to widzę tak: jestem obecnie za kratami, jestem więźniem w złotej klatce. Mam wszystko to o czym zazwyczaj człowiek marzy zimną, brzydką jesienią: duuużo wolnego czasu, Tv, Internet, książkę, pełną lodówkę. A mimo wszystko chciałabym wyjść do ludzi!
Póki co to ludzie przychodzą do mnie... a ja miejmy nadzieję nie zdziczeję do czasu gdy uda mi się powrócić do świata na zewnątrz, za szybą.
Autor zdjęć: mój mąż; miejsce: Nowa Iwiczna
Źródło pochodzenia: baletki - Deichmann, podkolanówki - H&M, sukienka - sh, chusta - po mamie















