Dawno nie było tu wnętrzarskich wtrętów, a troszkę się u mnie działo bo połaziliśmy ostatnio po znajomych, którzy wprowadzili się do swoich nowiutkich mieszkań i ....Ich lśniące nowością wnętrza zawstydziły nas niczym turbodymoman, czy jak mu tam:) i zachęciły do powrócenia do wiecznie trwającego procesu urządzania się na własnych śmieciach! Skończyło się na razie na zakupie jednego fotela i pomalowaniu ścian nadgryzionych nie zębem czasu, a zębem Tośki, ale to nie ostatnie słowo - ja jestem z tych, którzy mogą urządzać się wieki, przeszkodą jest tylko czas i kwestie finansowe.


Zboczenie prawdziwej estetyki, czyli pies dopasowany do dywanu:






