10.2.14

457

BLW
Dziś chciałabym napisać o pewnym pomyśle, który jakieś 2 lata temu postanowiłam wprowadzić w swoje życie. Pomysł rewolucyjny, odbiegający od standardowych zaleceń lekarzy i babć. Tym bardziej odważny, że dotyczący dziecka. Chodzi o Baby led weaning. Nie wiesz o co chodzi? Jeśli dziecka jeszcze nie masz, a planujesz - to czytaj koniecznie dalej:)  Jeśli masz to też polecam pozostać - być może BLW pomoże Ci z niejadkiem? A jeśli znasz metodę lub co więcej znasz ją z doświadczenia to zapraszam do komentowania - jestem ciekawa doświadczeń innych rodziców. Ten post to tylko kilka słów wprowadzenia z mojej strony - matki obecnie 2,5 letniej Leny, karmionej piersią przez 16msc, od 7msc życia na BLW, nigdy nie karmionej w standardowy sposób (łyżeczką, papkami, słoiczkami, butelką, kaszkami).

CO TO JEST BLW?
Baby led weaning to w dosłownym tłumaczeniu samoodstawianie się dziecka od mleka (w zależności od sytuacji chodzi zarówno o karmienie piersią lub butelką). W rzeczywistości to taki sposób wprowadzania do diety dziecka pokarmów innych niż mleko aby normalne jedzenie stopniowo zastępowało mleko. Efektem ubocznym metody jest zbudowanie pozytywnych skojarzeń z jedzeniem, rozwijanie smaku dziecka i brak robienia z siebie idioty przy karmieniu dziecka:). A teraz konkret, na czym to wszystko polega? Cała rewolucyjność tej metody to założenie, że dziecka nie karmi się. Nigdy.
"RODZIC jest odpowiedzialny za to, CO, KIEDY i GDZIE dziecko je, a DZIECKO jest odpowiedzialne za to, CZY i ILE  zje"
http://online.synapsis.pl/Problemy-z-jedzeniem-u-dzieci/



Tak jak w przypadku naturalnego karmienia piersią to dziecko sygnalizuje, że jest głodne i to dziecko zjada tyle na ile ma ochotę, tak w momencie gdy pojawia się naturalne zainteresowanie jedzeniem spożywanym przez rodziców kontrolę nad jedzeniem nadal sprawuje dziecko, nie rodzic. Dziwne, co? Początkowo pomysł wydaje się nierealny. Jak malutki niemowlak może jeść sam? Przecież nie ma zębów, nie wie co chce, nie umie, nie może, zadławi się, udusi się, nie połknie, nie naje się i setki innych NIE...
Idea jest taka (w skrócie, wielkim skrócie): małe dziecko, do 1rż wcale nie potrzebuje do życia tej papki z marchewki czy zupki jarzynowej. Początkowo ta marchewka przelatuje w niestrawionej postaci przez układ pokarmowy a organizm ma z niej niewiele pożytku. Kluczowe jest mleko - tym się dziecko najada. Gdy przyjmiemy to do wiadomości to można odpuścić sobie te wszystkie głupie tabelki, które wyliczają ile mg  czy ml powinien zjeść niemowlak w takim i takim przedziel wiekowym (swoją drogą jestem ciekawa dlaczego dorośli nie mają takich głupawych pomysłów w stosunku do siebie i nie kontrolują w ten sposób swojego jedzenia serwując sobie np codziennie taką samą porcję takiej samej kaszki).


Ok, no więc z czystą głową można czekać na moment gdy dziecko: a) usiądzie b) zainteresuje się jedzeniem. Gdy spełnione są oba te warunki można zaczynać BLW. Sadzamy dziecko w foteliku i kładziemy przed nim dobre, zdrowe i smaczne jedzenie w postaci łatwych do złapania w rączkę kawałków. Najlepiej początkowo raz dziennie (z czasem zwiększając liczbę 'posiłków'), zawsze jedząc przy dziecku. I na tym kończy się rola rodzica. Następnie obserwujemy, ale nie zachęcamy, nie namawiamy, nie zmuszamy ...jednym słowem ignorujemy. Pozwalamy na totalną zabawę, syf i co tam jeszcze dziecku przyjdzie do głowy. A zapewniam że prędzej czy później każde dziecko wpadnie na to aby wsadzić kawałek jedzenia do buzi. Może nie za pierwszym posiedzeniem, ale kiedyś z pewnością to się stanie. Później powinno pójść samo...jak wsadzi do buzi - to poczuje, że jedzenie ma smak - jak poczuje smak - to będzie próbowało pogryźć (zapewniam, że da się to zrobić dziąsłami! szczególnie jeśli to np. miękkie warzywo typu ziemniak, marchewka itp) - jak zacznie połykać to poczuje pełny brzuch - a stąd już prosta droga do zakumania, że jedzeniem można się najeść (dziecko tego nie wie!) i stopniowego zmniejszania ilości wypijanego mleka.


JAKIE SĄ WADY?
Najważniejsza i najczęściej podnoszona przy okazji tej metody wada to bezpieczeństwo. Wszyscy się boją, że dziecko się zakrztusi. Ja też miałam obawy. Rozwiązanie jest jedno. Jakkolwiek to strasznie brzmi - trzeba przygotować się psychicznie, że to może się zdarzyć i nauczyć się wcześniej, co w takiej sytuacji należy zrobić. Wbrew pozorom dziecko może zakrztusić się w trakcie karmienia piersią lub gdy je kanapkę mając lat 5. Jak zachować się w przypadku krztuszenia lub dławienia powinien wiedzieć każdy rodzic, niezależnie czy karmi papkami czy stosuje BLW. W trakcie całej mojej 2-letniej historii z BLW Lena zakrztusiła się porządnie tylko raz, na samym początku, arbuzem. Spanikowałam początkowo, próbowałam wyciągać ją z fotelika, ale uratował mnie spokój męża, który zauważył, że Lena radzi sobie sama o ile jej nie przeszkadzam:) Po dramatycznym początku Lena odkrztusiła to co miała w ustach, wypluła na talerz po czym w tej samej sekundzie sięgnęła niewzruszona po kolejny kawałek. Już nigdy więcej nie napychała sobie do ust zbyt dużo jedzenia i bardzo szybko zrozumiała czym to grozi.
Wada kolejna to brak kontroli nad ilością pochlanianego jedzenia - w przypadku dzieci szczupłych rodzi to czasami zwątpienie lub frustrację. Trzeba wykazać się cierpliwością i zaufaniem do dziecka. Trudno jest bowiem olać pediatrę, który zalecał faszerowanie kaszkami i zupkami bo dziecko wypadło z siatki centylowej. Ja się odważyłam, Lenie zaufałam i okazało się, że po jakimś czasie wróciła na siatkę centylową sama - jedząc całkowicie samodzielnie to, co dostawała na talerz.


Kolejną wadą jest oddanie władzy dotąd przynależnej rodzicom w ręce malutkiego dziecka...BLW to szkoła ogromnej cierpliwości i trening pokory bo nie rzadko przyrządzone przeze mnie w trudzie pulpety lądowały wzgardzone na ziemi i trzeba było dużo samozaparcia aby nie wcisnąć Lenie do ust ani jednego kawałka. Trudno jest przejść do porządku dziennego nad tym, że dziecko np. od tygodnia żywi się właściwie wyłącznie mlekiem a jedzeniem tylko się bawi. Ale gdy uda nam się psychicznie zaakceptować, że tu rządzi dziecko to później można cieszyć się tym, że np nagle rzuca się z ogromnym apetytem na sushi albo cebulę. Doceniam małe dziecko jako człowieka, który ma własny gust oraz lepsze i gorsze dni. Ja np nie przepadam za ogórkową i zdażają mi się okresy kiedy nie mam apetytu na nic. Takie samo prawo daję mojemu dziecku.
Ostatnia wada jaka mi przychodzi do głowy to bałagan i marnotrawstwo jedzenia (początkowo) bo dużo rzeczy ląduje na podłodze. Jeśli ma się psa lub wszystkożernego kota to problem znika sam:) W przeciwnym wypadku pozostaje czysta cerata pod krzesełkiem i podnoszenie jedzenia z powrotem. BLW to także niezły trening bo 1 posiłek = mycie niemal całego dziecka, fotelika, blatu i ceraty leżącej na ziemi (oczywiście tylko na początku, z czasem dochodzimy do normalnych standardów:D)


JAKIE SĄ ZALETY?
Ok, skoro jest aż tyle wad to o co kaman? Zalet jest jednak więcej! Po pierwsze dziecko szybko uczy się że jedzenie służy do najadania się. Nie do manipulowania, nie do nagradzania czy karania. Prosta sprawa, a niestety często komplikowana przez rodziców na własne życzenie. I biegają później te babcie za dzieckiem z łyżeczką, mamusie obiecują ciasteczko "jak będziesz grzeczna", tatusiowie proszą przy obiedzie aby dziecko przełknęło trzymany od 15min w buzi kęs jedzenia.
Po drugie dziecko je samo - rodzice w tym czasie spokojnie jedzą swoje porcje. Początkowo je samo rękoma, ale szybko uczy się także obsługi widelca czy łyżki. Po jakimś czasie akceptuje korzystanie z talerza, zaczyna pić z kubka. I lepiej lub gorzej, szybciej lub wolniej ale robi to...samo:) Trzeba tylko zacisnąć zęby i pozwolić nauczyć się bo inaczej się nie da. A wtedy można bez problemu chadzać do restauracji i zamawiać tam normalne jedzenie dla dziecka (poniżej jedno z pierwszych dań w knajpie - surowa marchewka zamówiona specjalnie dla Leny w knajpie z sushi gdy miała około 8miesięcy)


Po trzecie ponieważ staramy się jeść to samo co dziecko (bo naśladownictwo to jeden z ważniejszych motorów BLW) to zaczynamy wszyscy jeść zdrowiej bo przecież nie położymy na talerzu przed dzieckiem chipsów czy płatków kukurydzianych z toną cukrowych dodatków.
Po czwarte pozwalamy dziecku wyrobić swój własny gust: dajemy mu możliwość spróbowania większości rzeczy i dajemy prawo odmowy jedzenia. W ten sposób dziecko jest bardziej otwarte na różne smaki i dziwi nas później to że ludzie się dziwią, że nasze dziecko wyjada w hurtowych ilościach oliwki, suszone pomidory czy szpinak(przykład - moje dziecko, poniżej po prawej foto jak zlizuje makaron ze szpinakiem i lazurem).


Po piąte - nie wspomagamy finansowo firm produkujących gotowe papki dla niemowląt bo i po co skoro dziecko na prawdę może jeść od początku normalne jedzenie. Grunt tylko aby zadbać o to aby te jedzenie było dobre: smaczne, nieprzetworzone, zdrowe i różnorodne.
Po szóste - uczymy kultury jedzenia, wspólnych posiłków, radosnego biesiadowania, czerpania radości z tej sytuacji gdy spotykamy się wszyscy przy stole. Dziecku karmionemu na siłę papką przed telewizorem trudniej będzie to zrozumieć.
Mogłabym tak jeszcze długo, mogłabym napisać o tym jak przerażenie babć zamienia się w dumę gdy wszyscy z niedowierzaniem patrzą na roczne dziecko jedzące samodzielnie widelcem duszoną golonkę, jak Panie w żłobku nie mogą się nadziwić że te dziecko samo je ("Proszę Pani, ona dzisiaj sama zjadła zupę!" "No i ??":D), ale nie będę więcej pisać... Bo z neofickiego zaangażowania trochę już wyrosłam:) Im jestem starszą matką tym bardziej dostrzegam, że dzieci są różne. Rodzice też. I wiadomo, że nikomu nie powtórzy się taka konfiguracja jak u mnie (czyli charakteru mojego i Leny). Pewnie znacie przykłady dzieci papkowych, które z apetytem i różnorodnością jedzenia nie mają problemów. No i dobrze. Ja jednak zachęcam do tego aby nie dać się robić w konia:) i nie obsługiwać dziecka bo ono samo może to równie dobrze zrobić. Wystarczy cierpliwość i zaufanie a dość szybko można cieszyć się efektami:)
Wszystkim zainteresowanym BLW polecam następujące źródła wiedzy:

Rapley Gill i Murkett Tracey: Bobas lubi wybór. Warszawa: mamania, 2010.
forum: http://forum.gazeta.pl/forum/f,97130,Baby_Led_Weaning.html
polska strona o BLW http://babyledweaning.pl/
świetny tekst o żywieniu dzieci: http://online.synapsis.pl/Problemy-z-jedzeniem-u-dzieci/

 

29 komentarzy:

  1. Komentuję jako mama dwójki dzieci wychowanych na BLW :) starsze 3,5 roku, młodsze prawie 2 lata. Starsza córka była przez chwilkę karmione papkami, ale szybko poszłam po rozum do głowy i wprowadziłam do kuchni BLW. Podpisuję się pod tym co wyżej, bo to wszystko naprawdę działa :) A miny cioć i wujków na widok 1,5 rocznego dziecka samodzielnie zjadającego zupę bez wylewania, czy schabowego widelcem bezcenne :) Wielbię BLW zwłaszcza gdy dzieci są chore, bo wtedy nie mam żadnego problemu, że dziecko zjadło tylko ziemniaki lub tylko mięso, czy samą surówkę albo nic nie zjadło. Wiele razy się przekonałam, że warto dziecku, zwłaszcza w tych trudniejszych dla niego chwilach choroby, przyzwolić na dowolność w jedzeniu, bo ono tak samo jak i my może nie mieć apetytu, ale i mały organizm potrafi upomnieć się o potrzebne mu składniki, to taki rodzaj instynktu, który niestety w większości my rodzicie w dzieciach zabijamy, zmuszając do jedzenia wtedy, kiedy my chcemy i ile chcemy. Nasze dzieci mają różne charaktery, rożne gusta kulinarne, ale są też otwarte na nowe smaki, lubią patrzeć jak gotujemy, pomagają w kuxhni,, są świadomymi konsumentkami i oby im tak zostało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. m.in. dzięki Tobie odważyłam się na BLWu! dzięki:)

      Usuń
  2. Dodam tylko od siebie jako mama prawie 4-latka i prawie roczniaka, że według mnie obok samego karmienia jest mega ważne uczestniczenie dzieci w przygotowaniu posiłków. Może wymaga to jeszcze większej ilości cierpliwości, ale mina babć i dziadków na widok samodzielnie pichcącego ciasto czterolatka - bezcenna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, tak! generalnie cierpliwość popłaca:D

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny tekst, a zdjęcia ilustrujące jeszcze lepsze! :) Ja dopiero szykuję się do roli mamy, ale wypróbuję na pewno, jak przyjdzie pora:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaak, obserwowanie dziecka jedzącego samodzielnie to naprawdę niezła zabawa:) Lena potrafiła mruczeć w trakcie jedzenia jak coś jej szczególnie smakowało - mruczała np zlizując makaron ze szpinakiem z blatu krzesełka dziecięcego

      Usuń
  5. Miałam zamiar stosować BLW, ale otaczał mnie totalny brak zrozumienia i wsparcia. Począwszy na rodzinie, a zakończywszy na lekarzu, który w 3 miesiącu życia kazał podawać dziecku sok z jabłka... A w czwartym zupke:/

    Efekt jest taki, że staję na rzęsach, próbując wepchnąć dziecku chociaż kilka łyżeczek słoiczkowej papki, stosując metodę "padnij-powstań" (podnosząc zrzucane notorycznie zabawiacze) i wijąc się na podłodze wokół krzesełka z łyżeczką...

    Całkiem inaczej wygląda to, kiedy niemowlę je z nami. Jest przeszczęśliwa, kiedy uda jej się włożyć coś do paszczy i wbrew pozorom, idzie jej to bardzo sprawnie. Z upodobaniem je produkty, których dzieci rzekomo nie lubią (szpinak, brokuły etc.)

    Widzę wyraźne zalety BLW ale czuję się kompletnie rozdarta, bo przecież są te wszystkie standardy, które mówią, że w tym a w tym miesiącu dziecko ma to i to w jakichś zatrważających ilościach, których moja córka zupełnie nie akceptuje. I ciągle brakuje mi odwagi cywilnej, by się wypiąć na przemysł słoiczkowy i lekarskie wytyczne... Tym bardziej podziwiam, że Wam się tak świetnie udało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grandziu, że tak sobie pozwolę na poufałość, odwagi! Łatwo mi to teraz mówić, ale jeśli Twoje dziecko nie jest chore/ wybitnie alergiczne to ja bym się spokojnie wypięła na tabelki tak jak wypina się Twoje dziecko:) Łatwo mi mówić bo ja miałam mini grupę wsparcia gdy zdecydowałam się na BLWu. Z lekarzem tego początkowo nie konsultowałam, tylko poinformowałam mimochodem podczas jakiejś wizyty, rodzina była raczej na nie (przerażona, zdziwiona), mąż był za. Razem ze mną BLWu wprowadzały 3 koleżanki z rówieśniczego forum Leny, które poznałam na żywo bo mieszkały także w Warszawie. Jedna zrezygnowała, dwie razem ze mną pozostały przy BLW. Wiadomo, razem raźniej....nie wiem jak to by było gdybym była z tym sama. Tak na prawdę na BLWu nigdy nie jest za późno, może spróbuj jeszcze? Zajrzyj na forum, które tu linkuję albo pisz do mnie śmiało!

      Usuń
    2. Dziękuję, Robaczku! Na pewno wsparcie pomogło. Ja nie znam osobiście nikogo, kto stosowałby tą metodę, za to znam mnóstwo osób, które ją chętnie krytykują:( Obecnie żywię dziecko równolegle papkami i okazjonalnie BLW. O wiele chętniej zjada samodzielnie i widzę, że daje jej to wiele satysfakcji. Przeraża mnie jednak, jak czasem weźmie do paszczy jakiś wielki kęs i zaczyna panikować. Krztusi się i pluje, a ostatnio uruchamia odruch wymiotny. Jestem wrakiem Grandy po takim posiłku... Mieliście podobnie?

      Usuń
    3. Mieliśmy, opisywałam to w tym poście w akapicie wady:( No jest to nieprzyjemne, ale mnie bardzo uspokoił rozdział o bezpieczeństwie z książki, którą tu na końcu postu polecam - zachęcam Cię, żebyś zajrzała koniecznie bo tam bardzo ładnie jest opisany mechanizm dławienia, odruch wymiotny (baardzo dobry! i co najważniejsze dla dziecka zupełnie nietraumatyczny - u nas po takiej zwrotce, gdy my siedzieliśmy przerażeni, Lena jak gdyby nigdy nic zabrała się do dalszego jedzenia). Trzeba pilnować co się daje (np. małe kawałki jedzenia typu ziarnko grochu, kukurydza początkowo są niebezpieczne bo łatwo się nimi zakrztusić). Podobno banan i marchewka to też dosyć śliskie rzeczy, które łatwo ślizgają się w ustach niewprawnego dzieciaczka (poczytaj sobie wpisy na tym forum, które linkuję). No i podstawa to pozycja siedząca - żadnych leżaczków itp.
      Ja np. odetchnęłam jak zobaczyłam jak świetnie Lena sobie radzi sama z krztuszeniem i jak szybko uczy się czego nie warto robić. Jedna z koleżanek zrezygnowała z BLWu po tym jak jej synek łapczywie napychał sobie buzię jedzeniem i ciągle się krztusił, tego bym chyba psychicznie nie wytrzymała...
      Ps. Jak chcesz to mogę Ci pożyczyć tą książkę o BLW, bo póki co leży nieużywana:) daj znać na priv to Ci ją wyślę:) a i filmiki mogę podesłać z Leną jedzącą w roli głównej:)

      Usuń
    4. aaa, i ja pilnowałam zasady aby Lena siadała do jedzenia najedzona:) tzn. do BLWu po karmieniu mlekiem. Wtedy nie była głodna, a więc na luzaku radośnie, powoli próbowała i bawiła się. Wiadomo dziecko głodne-dziecko złe, a wtedy nie ma mowy o pokojowym jedzeniu tradycyjnym:) Dopiero z czasem odpuściłam jak L zaczęła coś tam naprawdę jeść

      Usuń
    5. Czytałam tą książkę, dziękuję! Kojarzę dobrze ten fragment o krztuszeniu. Z jednej strony rozumiem, że to dobry mechanizm i że dziecko sobie tak radzi. Ale wiesz, statystyka jest nieubłagana i boję się, że trafię na ten przypadek, kiedy mała nie podoła... Jako jedyna orędowniczka BLW w domu będę dźwigać brzemię winy. Trochę mnie to przeraża, plus to, że autorki też w sumie nie są jakimiś wielkimi autorytetami (nie wiem, czy dobrze kojarzę, ale to pielęgniarki?). Tracy Hogg też kiedyś napisała książkę i teraz wieszają na niej psy (na książce, bo Tracy już chyba odeszła do lepszego świata). Tak czy owak, stosuję metodę mieszaną, czyli daję dziecku obiadek i owoce w słoiczku, a dodatkowo sadzamy ją zawsze przy naszych posiłkach i zawsze coś tam sobie skubnie. Poczytam w wolnej chwili linkowane forum, dzięki! Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. nie wiem, co mnie tknęło żeby wpisać dziś Twój adres.... i łał zaskoczenie JESTEŚ znowu :). Bardzo się cieszę, bo Twój sposób pisania, fotografowania, Twoje wyczucie odnośnie ubioru i innych różnych ładnych rzeczy jest bliski mojemu. Też mam 30 lat, też mam 2 latka w domu. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaaaa, dla takich komentarzy warto prowadzić bloga! dziękuję:)

      Usuń
  7. do roku czasu tylko mleko- tak sobie mow!!! fanaberie zakompleksionych matek!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale o co kaman, bo nie rozumiem? nigdzie nie pisałam, że do roku czasu tylko mleko- czytaj dokładniej. Do roku czasu to mlekiem dziecko się najada. Wszystko inne to zabawa, poznawanie smaków, konsystencji, a dopiero stopniowo zaspokajanie głodu.

      Usuń
  8. ,,Różne ładne rzeczy,, . Ten blog ma bardzo fajną energię , smak i to coś co trudno zdefiniować. Gratuluję autorce i pozdrawiam. Lubię tu zaglądać:) Ewa

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak będę miała dziecko to na pewno z tych rad skorzystam :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie od dzisiaj wiadomo, że najłatwiej przekonać niejadki do jedzenia dając im wybór. Moje dzieci od wieku wczesnoprzedszkolnego robiły sobie same śniadania i kolacje.
    Najpierw kroiłam chleb, smażyłam naleśniki itp z czasem obsługiwały się same. Mnie zostawał bałagan do sprzątnięcia :) Oczywiście o zawartości lodówki decydowałam w dużym stopniu ja :)

    OdpowiedzUsuń
  11. zdjęcia kapitalne! nie zdecydowalam sie na pelne BLW wlasnie ze wzgledu na ksztuszenie i strach czy sobie poradze w sytuacji realnego zagrozenia. poza tym niestety nie daloby tej metody przeprowadzic gdzies indziej niz w moim wlasnym domu- w domu dziadkow-wykluczone! wiadomo, tradycja etc. etc. ale czesto gesto jak juz wyszly zęby jedziemy na BLW., choc moja mala straszny czyscioch i nigdy nie lubila bawic sie za bardzo jedzeniem i reaguje histerycznie jak jej cos wypadnie, ubrudzi cialo, ubranko, stoliczek, hehe. i nie to ze ktos ja tak wytresowal i sztorcowal ze ma byc czysto i tyle. dzis zjada poki co wszystko i daje jej pelna dowolnosc doboru z tego co akurat jemy i my. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzieci nie mam, to jeszcze nie ten wiek, ale przeczytałam artykuł i myślę, że jest to zupełnie racjonalne i logiczne podejście. W końcu dziecko też odczuwa głód samo z siebie, nie koniecznie wtedy, kiedy chce się je nakarmić. Zdjęcia są cudowne i z mojej perspektywy słodkie, ale domyślam się, że poświęcasz sporo czasu codziennie na sprzątanie tego bałaganu;))

    OdpowiedzUsuń
  13. Robaczku jak długo trwała nauka samodzielnego jedzenia u Leny? Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam ten wpis i postanowiłam pozwolić Staśkowi jeść samemu. Kupiłam wygodne krzesełko do karmienia, ceratę, rozebrałam go niemal do rosołu i dałam ryż z sosem. Wcinał rączkami aż miło :) Ubrudzony był strasznie ale ewidentnie podobało mu się i zjadł dużo (więcej niż karmiony łyżeczką ze słoika). Postaram się praktykować naukę jedzenia codziennie. Jutro młody dostanie pulpety rybne do rączki i warzywa, pojutrze może spaghetti itd. Mam nadzieję, że się nie zakrztusi bo póki co ma tylko 2 zęby (wystające) a trzy przebite.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właściwie dość szybko zaczęła jeść.. już po ok 2 miesiącach zabawy jedzeniem przeszła bardziej na jedzenie z zabawą.tyle, że do 16 msc ja ją jeszcze karmiłam piersią - wiadomo z czasem coraz mniej, ale w związku z tym nie wiem kiedy zaczęła się głównie najadać pokarmami innymi niż mleko. Chyba jak miała około roku.. A teraz ma 2,5 i jada jak stara weteranka:D

      Usuń
    2. Fajnie że tylko 2 miesiące. Tyle to można się pomęczyć. Nawet dłużej - byleby dziecko nauczyło się samodzielności w tym względzie :) Tylko dziewczynki bardziej kumate, szybciej łapią. Ciekawe ile to zajmie Staśkowi ;) O dziś popełniłam główny i zasadniczy błąd: pomyślałam, że kotlecikami rybnymi to się nie ubrudzi i zostawiłam go w ubranku ;) Heheh kotleciki były nawet w pieluszce :D

      Usuń
  14. a tak w ogóle to strasznie się cieszę, że kogoś ten post zainspirował do działania:) teraz masz świetny okres do próbowania BLW: dużo świeżych warzyw i owoców i ciepło więc dziecko może jeść na golasa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie teraz jest dobry czas :) mój niestety już na MM ale myślę, że wczoraj najadał się dobrze ;) W każdym razie tak jak pisałam - lepiej niż papką ze słoiczka bo karmienie łyżeczką ewidentnie irytuje go. Dziś na obiad kotleciki rybne, ciekawe czy mu podejdą ;) Jutro zrobię mu makaron ze szpinakiem, zgapię od Ciebie :]

      Usuń
  15. dzieci jak widać lubią malować nawet jedzeniem :P

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło przeczytać Twoją opinię! Dziękuję zarówno za krytykę jak i miłe słowa:)

Uprzedzam, K A S U J Ę komentarze z jakąkolwiek reklamą (bloga, konkursu itp). Potrafię znaleźć link do bloga w profilu bloggera.

UWAGA

Wszystkie zdjecia zamieszczone na tej stronie chronione są prawem autorskim. Przetwarzanie i publikacja w jakiejkolwiek formie bez zgody autorki jest zabronione.
Chcesz ich użyć? Zapytaj: rozneladnerzeczy@op.pl

Follow by Email