20.4.14

462.

Coraz częściej łapię się na tym, że lubię komplety i sukienki bo rozwiązują one jakieś 90% kwestii całego ubioru (a mi się ostatnio coraz mniej chce kombinować). Dres, który widzicie na zdjęciach jest tym bardziej uniwersalny bo czarny. Dodatkowy smaczek to suwaki na ramionach. Dostałam go dawno temu od Tb sport i mogę ze szczerym sumieniem polecić choć chyba aktualnie nie ma go w sprzedaży (po prostu mój proces trawienia giftów jest długotrwały i zamiast robić im zdjęcia i opychać na allegro to ja ich używam:p)
A tymczasem udaję się na detoks od detoksu od cukru if you know what i mean:)

11.4.14

461.

Biebrza, leśniczówka Grzędy, Czerwone Bagno

"Wszelka ochrona dzikiej przyrody jest skazana na niepowodzenie, ponieważ aby kochać, musimy widzieć i głaskać, a kiedy wystarczająca liczba ludzi widziała i głaskała, nie pozostaje już nic do kochania"
Aldo Leopold


 Biebrzę jeszcze nie wielu głaszcze tak więc warto:) Spacer kładką po bagnie robi wrażenie! Widoki najlepiej konsumuje się w samotności. Jest naprawdę dziko. Wprawdzie łosia widzieliśmy tylko przy leśniczówce, w ośrodku rehabilitacji dla dzikich zwierząt, ale wierzę że w trakcie naszej kolejnej wyprawy uda się wypatrzyć go w naturalnym środowisku.

7.4.14

460.

Coraz częściej przemyka mi czasami przez głowę myśl, że nie powinnam czegoś zakładać bo...praca, wiek, dziecko na karku itp. Szybko mi to na szczęście mija bo i życie nie wymaga ode mnie przesadnej formalności. Jednak jest coś takiego, że formalne ciuchy podświadomie wpływają na nasze zachowanie: ja w koszuli i marynarce staję się zupełnie innym człowiekiem. Co najśmieszniejsze, czuję się wtedy jak mała dziewczynka, która przebrała się w za duże szpilki mamy i udaje dorosłą:) Wiem, wiem...irracjonalne to brzmi w ustach 30-letniej kobiety, ale tak się właśnie czuję. Jakbym udawała kogoś kim nie jestem. Wchodzę czasami w świat korporacji, biznesu, bawię się przez 2-3h w dorosłą, po czym wracam do domu, zrzucam marynarkę i oddycham pełną piersią:)


Czasami na podobnej zasadzie bawię się w seksowną kobietę, zakładam krótką sukienkę, szpilki, usta maluję czerwoną szminką po czym wieczorem wskakuję w 'swoje ciuchy' i dopiero wtedy odzyskuję pełną swobodę ruchów, wygodę. W tym momencie nie chodzi nawet o to, że pewne ciuchy są wygodne a inne nie. Bardziej kluczowa jest świadomość, że nie jestem przebrana.
Stąd zapewne sukces w mojej szafie gotowych zestawów: jest kilka takich rzeczy, które  zakładam z zamkniętymi oczami, w losowy sposób i zawsze uzyskuję satysfakcjonujący mnie efekt - czuję się w nich autentycznie, w pewnym sensie przezroczyście (dla mnie - bo nic mnie nie  'gryzie' w danym stroju, dla społeczeństwa to może być strój wielce kontrowersyjny). Druga kategoria ciuchów w szafie to właśnie te przeznaczone na 'przebieranki', wśród nich wiele kategorii:
kobieta - bizneswomen, -seksowna, - modna (tu wrzucam wszystkie nowinki kupione spontanicznie w sklepie, których świeżość przemija szybciej niż pory roku), - przeciętna (styl bazarowy, zwykłe ciuchy przeciętnej jakości), - designerska (ciuchy projektantów - super, świetne, fajne, ale jakieś takie za dziwne, żeby czuć się w nich w 100% sobą) i .... wiele, wiele innych.


Nie traktuję tej drugiej kategorii jako czegoś nieautentycznego - te wszystkie przebieranki są w końcu efektem moich wyborów. Jest to jednak coś co wydaje mi się, że powinno stanowić mniejszą część szafy - ja szacuję, że u mnie jest to około 25-30% mojej garderoby. Cała reszta to właśnie te ciuchy jak najbardziej moje - szare, w paski, neonowe:) Tak jak te na dzisiejszych zdjęciach.
A jak tam wygląda to u was?

4.4.14

459.

Cześć! Co u Was?:) Mi czas niezauważenie  przecieka przez palce i skłonna jestem przyznać, że im jestem starsza tym mniej mam właśnie czasu. Na cokolwiek...w głowie masa pomysłów: zawodowych, na bloga, na poprawki w domu, na czas z dzieckiem, na urlop, na porządki w szafie, w życiu, na kuchenne rewolucje. Realizacji doczekuje się jakieś 30% z nich. Mało, ale z drugiej strony cieszę się, że się dzieje bo gorsza od takiego zakręcenia jest chyba tylko stagnacja i nuda.
Mam ostatnio sporo pracy zawodowej, szczerze mówiąc to nawet nie sporo, a ogrom. Dlatego takie chwile jak ten niedzielny wypad nad Wisłę są [uwaga banał] zupełnie wyjątkowe. Nie ze względu na częstotliwość, ja po prostu doceniam wtedy to co mam dookoła siebie.


Nie potrzeba podroży wgłąb siebie w trakcie wyprawy do Azji, mi wystarczy chwila w dziczy (która o dziwo jest tuż pod domem) aby cieszyć się jak głupek z drobiazgów. Fajnie, że słońce świeci. Że pies kopie dołki na plaży od 3 godzin. Że towarzystwo dopisuje. Że gramy w frisbee. Że nie ma spiny.


To był zeszły weekend, w ten Biebrza! Już nie mogę się odczekać widoku Leny nawołującej naiwnie w lesie "Łosiu chodź, łosiu chodź!".

UWAGA

Wszystkie zdjecia zamieszczone na tej stronie chronione są prawem autorskim. Przetwarzanie i publikacja w jakiejkolwiek formie bez zgody autorki jest zabronione.
Chcesz ich użyć? Zapytaj: rozneladnerzeczy@op.pl

Follow by Email