10.2.14

457

BLW
Dziś chciałabym napisać o pewnym pomyśle, który jakieś 2 lata temu postanowiłam wprowadzić w swoje życie. Pomysł rewolucyjny, odbiegający od standardowych zaleceń lekarzy i babć. Tym bardziej odważny, że dotyczący dziecka. Chodzi o Baby led weaning. Nie wiesz o co chodzi? Jeśli dziecka jeszcze nie masz, a planujesz - to czytaj koniecznie dalej:)  Jeśli masz to też polecam pozostać - być może BLW pomoże Ci z niejadkiem? A jeśli znasz metodę lub co więcej znasz ją z doświadczenia to zapraszam do komentowania - jestem ciekawa doświadczeń innych rodziców. Ten post to tylko kilka słów wprowadzenia z mojej strony - matki obecnie 2,5 letniej Leny, karmionej piersią przez 16msc, od 7msc życia na BLW, nigdy nie karmionej w standardowy sposób (łyżeczką, papkami, słoiczkami, butelką, kaszkami).

CO TO JEST BLW?
Baby led weaning to w dosłownym tłumaczeniu samoodstawianie się dziecka od mleka (w zależności od sytuacji chodzi zarówno o karmienie piersią lub butelką). W rzeczywistości to taki sposób wprowadzania do diety dziecka pokarmów innych niż mleko aby normalne jedzenie stopniowo zastępowało mleko. Efektem ubocznym metody jest zbudowanie pozytywnych skojarzeń z jedzeniem, rozwijanie smaku dziecka i brak robienia z siebie idioty przy karmieniu dziecka:). A teraz konkret, na czym to wszystko polega? Cała rewolucyjność tej metody to założenie, że dziecka nie karmi się. Nigdy.
"RODZIC jest odpowiedzialny za to, CO, KIEDY i GDZIE dziecko je, a DZIECKO jest odpowiedzialne za to, CZY i ILE  zje"
http://online.synapsis.pl/Problemy-z-jedzeniem-u-dzieci/



Tak jak w przypadku naturalnego karmienia piersią to dziecko sygnalizuje, że jest głodne i to dziecko zjada tyle na ile ma ochotę, tak w momencie gdy pojawia się naturalne zainteresowanie jedzeniem spożywanym przez rodziców kontrolę nad jedzeniem nadal sprawuje dziecko, nie rodzic. Dziwne, co? Początkowo pomysł wydaje się nierealny. Jak malutki niemowlak może jeść sam? Przecież nie ma zębów, nie wie co chce, nie umie, nie może, zadławi się, udusi się, nie połknie, nie naje się i setki innych NIE...
Idea jest taka (w skrócie, wielkim skrócie): małe dziecko, do 1rż wcale nie potrzebuje do życia tej papki z marchewki czy zupki jarzynowej. Początkowo ta marchewka przelatuje w niestrawionej postaci przez układ pokarmowy a organizm ma z niej niewiele pożytku. Kluczowe jest mleko - tym się dziecko najada. Gdy przyjmiemy to do wiadomości to można odpuścić sobie te wszystkie głupie tabelki, które wyliczają ile mg  czy ml powinien zjeść niemowlak w takim i takim przedziel wiekowym (swoją drogą jestem ciekawa dlaczego dorośli nie mają takich głupawych pomysłów w stosunku do siebie i nie kontrolują w ten sposób swojego jedzenia serwując sobie np codziennie taką samą porcję takiej samej kaszki).


Ok, no więc z czystą głową można czekać na moment gdy dziecko: a) usiądzie b) zainteresuje się jedzeniem. Gdy spełnione są oba te warunki można zaczynać BLW. Sadzamy dziecko w foteliku i kładziemy przed nim dobre, zdrowe i smaczne jedzenie w postaci łatwych do złapania w rączkę kawałków. Najlepiej początkowo raz dziennie (z czasem zwiększając liczbę 'posiłków'), zawsze jedząc przy dziecku. I na tym kończy się rola rodzica. Następnie obserwujemy, ale nie zachęcamy, nie namawiamy, nie zmuszamy ...jednym słowem ignorujemy. Pozwalamy na totalną zabawę, syf i co tam jeszcze dziecku przyjdzie do głowy. A zapewniam że prędzej czy później każde dziecko wpadnie na to aby wsadzić kawałek jedzenia do buzi. Może nie za pierwszym posiedzeniem, ale kiedyś z pewnością to się stanie. Później powinno pójść samo...jak wsadzi do buzi - to poczuje, że jedzenie ma smak - jak poczuje smak - to będzie próbowało pogryźć (zapewniam, że da się to zrobić dziąsłami! szczególnie jeśli to np. miękkie warzywo typu ziemniak, marchewka itp) - jak zacznie połykać to poczuje pełny brzuch - a stąd już prosta droga do zakumania, że jedzeniem można się najeść (dziecko tego nie wie!) i stopniowego zmniejszania ilości wypijanego mleka.


JAKIE SĄ WADY?
Najważniejsza i najczęściej podnoszona przy okazji tej metody wada to bezpieczeństwo. Wszyscy się boją, że dziecko się zakrztusi. Ja też miałam obawy. Rozwiązanie jest jedno. Jakkolwiek to strasznie brzmi - trzeba przygotować się psychicznie, że to może się zdarzyć i nauczyć się wcześniej, co w takiej sytuacji należy zrobić. Wbrew pozorom dziecko może zakrztusić się w trakcie karmienia piersią lub gdy je kanapkę mając lat 5. Jak zachować się w przypadku krztuszenia lub dławienia powinien wiedzieć każdy rodzic, niezależnie czy karmi papkami czy stosuje BLW. W trakcie całej mojej 2-letniej historii z BLW Lena zakrztusiła się porządnie tylko raz, na samym początku, arbuzem. Spanikowałam początkowo, próbowałam wyciągać ją z fotelika, ale uratował mnie spokój męża, który zauważył, że Lena radzi sobie sama o ile jej nie przeszkadzam:) Po dramatycznym początku Lena odkrztusiła to co miała w ustach, wypluła na talerz po czym w tej samej sekundzie sięgnęła niewzruszona po kolejny kawałek. Już nigdy więcej nie napychała sobie do ust zbyt dużo jedzenia i bardzo szybko zrozumiała czym to grozi.
Wada kolejna to brak kontroli nad ilością pochlanianego jedzenia - w przypadku dzieci szczupłych rodzi to czasami zwątpienie lub frustrację. Trzeba wykazać się cierpliwością i zaufaniem do dziecka. Trudno jest bowiem olać pediatrę, który zalecał faszerowanie kaszkami i zupkami bo dziecko wypadło z siatki centylowej. Ja się odważyłam, Lenie zaufałam i okazało się, że po jakimś czasie wróciła na siatkę centylową sama - jedząc całkowicie samodzielnie to, co dostawała na talerz.


Kolejną wadą jest oddanie władzy dotąd przynależnej rodzicom w ręce malutkiego dziecka...BLW to szkoła ogromnej cierpliwości i trening pokory bo nie rzadko przyrządzone przeze mnie w trudzie pulpety lądowały wzgardzone na ziemi i trzeba było dużo samozaparcia aby nie wcisnąć Lenie do ust ani jednego kawałka. Trudno jest przejść do porządku dziennego nad tym, że dziecko np. od tygodnia żywi się właściwie wyłącznie mlekiem a jedzeniem tylko się bawi. Ale gdy uda nam się psychicznie zaakceptować, że tu rządzi dziecko to później można cieszyć się tym, że np nagle rzuca się z ogromnym apetytem na sushi albo cebulę. Doceniam małe dziecko jako człowieka, który ma własny gust oraz lepsze i gorsze dni. Ja np nie przepadam za ogórkową i zdażają mi się okresy kiedy nie mam apetytu na nic. Takie samo prawo daję mojemu dziecku.
Ostatnia wada jaka mi przychodzi do głowy to bałagan i marnotrawstwo jedzenia (początkowo) bo dużo rzeczy ląduje na podłodze. Jeśli ma się psa lub wszystkożernego kota to problem znika sam:) W przeciwnym wypadku pozostaje czysta cerata pod krzesełkiem i podnoszenie jedzenia z powrotem. BLW to także niezły trening bo 1 posiłek = mycie niemal całego dziecka, fotelika, blatu i ceraty leżącej na ziemi (oczywiście tylko na początku, z czasem dochodzimy do normalnych standardów:D)


JAKIE SĄ ZALETY?
Ok, skoro jest aż tyle wad to o co kaman? Zalet jest jednak więcej! Po pierwsze dziecko szybko uczy się że jedzenie służy do najadania się. Nie do manipulowania, nie do nagradzania czy karania. Prosta sprawa, a niestety często komplikowana przez rodziców na własne życzenie. I biegają później te babcie za dzieckiem z łyżeczką, mamusie obiecują ciasteczko "jak będziesz grzeczna", tatusiowie proszą przy obiedzie aby dziecko przełknęło trzymany od 15min w buzi kęs jedzenia.
Po drugie dziecko je samo - rodzice w tym czasie spokojnie jedzą swoje porcje. Początkowo je samo rękoma, ale szybko uczy się także obsługi widelca czy łyżki. Po jakimś czasie akceptuje korzystanie z talerza, zaczyna pić z kubka. I lepiej lub gorzej, szybciej lub wolniej ale robi to...samo:) Trzeba tylko zacisnąć zęby i pozwolić nauczyć się bo inaczej się nie da. A wtedy można bez problemu chadzać do restauracji i zamawiać tam normalne jedzenie dla dziecka (poniżej jedno z pierwszych dań w knajpie - surowa marchewka zamówiona specjalnie dla Leny w knajpie z sushi gdy miała około 8miesięcy)


Po trzecie ponieważ staramy się jeść to samo co dziecko (bo naśladownictwo to jeden z ważniejszych motorów BLW) to zaczynamy wszyscy jeść zdrowiej bo przecież nie położymy na talerzu przed dzieckiem chipsów czy płatków kukurydzianych z toną cukrowych dodatków.
Po czwarte pozwalamy dziecku wyrobić swój własny gust: dajemy mu możliwość spróbowania większości rzeczy i dajemy prawo odmowy jedzenia. W ten sposób dziecko jest bardziej otwarte na różne smaki i dziwi nas później to że ludzie się dziwią, że nasze dziecko wyjada w hurtowych ilościach oliwki, suszone pomidory czy szpinak(przykład - moje dziecko, poniżej po prawej foto jak zlizuje makaron ze szpinakiem i lazurem).


Po piąte - nie wspomagamy finansowo firm produkujących gotowe papki dla niemowląt bo i po co skoro dziecko na prawdę może jeść od początku normalne jedzenie. Grunt tylko aby zadbać o to aby te jedzenie było dobre: smaczne, nieprzetworzone, zdrowe i różnorodne.
Po szóste - uczymy kultury jedzenia, wspólnych posiłków, radosnego biesiadowania, czerpania radości z tej sytuacji gdy spotykamy się wszyscy przy stole. Dziecku karmionemu na siłę papką przed telewizorem trudniej będzie to zrozumieć.
Mogłabym tak jeszcze długo, mogłabym napisać o tym jak przerażenie babć zamienia się w dumę gdy wszyscy z niedowierzaniem patrzą na roczne dziecko jedzące samodzielnie widelcem duszoną golonkę, jak Panie w żłobku nie mogą się nadziwić że te dziecko samo je ("Proszę Pani, ona dzisiaj sama zjadła zupę!" "No i ??":D), ale nie będę więcej pisać... Bo z neofickiego zaangażowania trochę już wyrosłam:) Im jestem starszą matką tym bardziej dostrzegam, że dzieci są różne. Rodzice też. I wiadomo, że nikomu nie powtórzy się taka konfiguracja jak u mnie (czyli charakteru mojego i Leny). Pewnie znacie przykłady dzieci papkowych, które z apetytem i różnorodnością jedzenia nie mają problemów. No i dobrze. Ja jednak zachęcam do tego aby nie dać się robić w konia:) i nie obsługiwać dziecka bo ono samo może to równie dobrze zrobić. Wystarczy cierpliwość i zaufanie a dość szybko można cieszyć się efektami:)
Wszystkim zainteresowanym BLW polecam następujące źródła wiedzy:

Rapley Gill i Murkett Tracey: Bobas lubi wybór. Warszawa: mamania, 2010.
forum: http://forum.gazeta.pl/forum/f,97130,Baby_Led_Weaning.html
polska strona o BLW http://babyledweaning.pl/
świetny tekst o żywieniu dzieci: http://online.synapsis.pl/Problemy-z-jedzeniem-u-dzieci/

 

1.2.14

456.

Rozwiązanie konkursu ceratowego!
Pomysłów była masa, poniżej przytocę te, które spodobały mi się najbardziej:
- Mój pomysł, to uszycie obrusu na stół, który imitowałby domek dla dziecka - z drzwiami i oknami. Jest to o tyle praktyczne, że osobny, kupny domek dla dziecka nie zajmuje miejsca, można go szybko zwinąć i ma się dziecko na oku. Środek można wymościć kocami i poduszkami. W załączeniu - wizualizacja mojego pomysłu.

- Cerata czarna w kropki + cerata w żółte paski: tutaj widzę je w wersji piknikowej/ogrodowej,stół akurat w moim przypadku podłużny owalny plastikowy na 6 osób przykryty czarną w kropki ceratą a na środku wzdłuż pasek ok 50cm szerokości od taki detal ozdobny, do tego oczywiście dodatki w kolorze żółtym (ceramiczne misy i talerze). Stół od razu nabiera elegancji w ogrodzie i nie krzyczy już swoim białym plastikowym wyglądem, po całej imprezie cerata zostaje a na drugi np. letni dzień ponownie grilowanie :) Efekt można przestawić kolorystycznie żółta baza a czarny pas w kropki po środku. 
- cerata czarna kredowa: piknik/party/urodziny dla dziecka. Stół porywamy czarną ceratą + ustawiamy zastawę na przyjęcie a dodatkowo na każde dziecko otrzymuje kolorową kredę, którą podczas przyjęcia może rysować, po konsumpcji już pozostaje jeszcze więcej miejsca do zabawy. Ceratę można w ciepły, suchy dzień przenieść na trawę i pograć w klasy, zrobić tor ulice do jazdy dla samochodów - aj pomysły w trakcie pisania same się pojawiają :) 
-cerata czarna kredowa: wąski przedpokój w którym nie da się powiesić żadnej półeczki ale obrazek już tak. Tutaj ceratę widzę w wersji wiszącej, na rogach robimy dziurki instalujemy metalowe nity z dziurkami a w ścianie haki na których matę możemy zawiesić na ścianie. Powierzchnia wykorzystana i nie trzeba kupować stojącej tablicy albo malować ściany farbą jak to jest teraz w modzie. Ceratę w każdej chwili można zdjąć i położyć na podłodze do zabawy jak już to jest zaprezentowane w sklepie i na Twoim blogu. Po zdjęciu maty ze ściany na samotnych hakach można zawiesić obrazek lub ew jakieś ozdoby :)
 - mieszkamy w wynajetym mieszkaniu, a Capitano, lat 3, ma wene na naklejanie na sciany swoich "obrazow", a wlasciciele nie zycza sobie zadnych zmian w mieszkaniu, a sledzic Capitano po kazdym naklejeniu bylo trudno. No wiec przymocowalismy do bialych drzwi przesuwnych metrowy (wzrostu Capitano) kawalek ceraty. Embargo na naklejanie obrazów zniesione! 
- etui na okulary 
- niepowtarzalne śliniaki, wycinając z kolorowej ceraty dowolne kształty, z tyłu doszywając tasiemkę lub rzep do zapinania 
- miękkie klocki sześcienne zszywając boki 6 kwadratów wyciętych z ceraty o różnych wzorach i kolorach, do środka wkładając ,,kostkę" z gąbki (z niepotrzebnego już materaca, grunt to recykling;). Żeby było więcej frajdy, tych klocków można wyprodukować naprawdę dużo, a koszt będzie znikomy, no i łatwo byłoby myć takie klocki:) 
- kapelusz przeciwdeszczowy nie tylko dla dziecka, ale też dla siebie. Nikt nie będzie miał podobnego:) albo pelerynkę czy poncho przeciwdeszczowe 
- pokrowiec na siodełko do roweru (nie ma nic gorszego niż usiąść na mokrym siodełku, bo jakoś się zapomniało, że padał deszcz...) 
- cerata do pisania kredą może służyć jako wielofunkcyjna zabawka edukacyjna. Na przykład, gdy brakuje szachownicy, chcemy narysować mapę albo wielkie pole do Chińczyka. Można też uczynić z niej scenę teatru rodem z filmu „Dogville”. Można wykorzystać ją kreatywnie również wtedy, gdy zgodnie z przeznaczeniem leży na stole. Również edukacyjnie:) Możemy rozrysować kredą ułożenie sztućców i talerzy w ramach nauki nakrywania do stołu (sama wciąż nie opanowałam tej sztuki, przydałaby mi się taka pomoc naukowa:)). 
- Zwykłą ceratę wykorzystałabym kreatywnie dopiero „po śmierci” (szkoda za życia). Coby nie wyrzucać zużytej, można uszyć z niej wodo- i tłuszczoodporny fartuszek. Prawie jak hi tech w kuchni!


A teraz pora na nagrody:) Do losowania weszły: Granda, Krófkaem,  Justyna P., Vinci, Adrian T.
Nagrodę główną czyli voucher na 150zł do wykorzystania w sklepie Oleado.pl + darmowa dostawa wylosowała.........Justyna P i jej pomysł na Capitano. Gratuję!!
Nagrodę pocieszenia kupon rabatowy na kwotę 67zł do realizacji przy składaniu zamówienia w sklepie Oleado.pl wylosowała.....Granda i jej fantastyczna wizualizacja ceratowego domku:) Również gratuluję!
Nagrody wyślę mailem:) Dziękuję wszystkim za udział, a sklepowi Oleado za nagrody:)

UWAGA

Wszystkie zdjecia zamieszczone na tej stronie chronione są prawem autorskim. Przetwarzanie i publikacja w jakiejkolwiek formie bez zgody autorki jest zabronione.
Chcesz ich użyć? Zapytaj: rozneladnerzeczy@op.pl

Follow by Email