30.9.13

445.

Zmiany, zmiany, zmiany. Etykietka szafiarki zaczęła mnie uwierać już  jakiś czas temu, bo stała się zbyt ciasna. Lubię to miejsce, lubię Was, czytelników, więc trudno byłoby mi to wszystko, ot tak, po tylu latach porzucić. Dlatego od dziś, oficjalnie, ogłaszam nową erę tego bloga: zgodnie z nazwą, będę tu pisać o różnych ładnych rzeczach, nie tylko ciuchach! O czym konkretnie? Wyjdzie w praniu:) Myślę o małym DIY, dekoracji wnętrz, slow food, ciekawych miejscach, macierzyństwie, knajpach. Rozpoczynam od....
DYNI
Mieszkam w zagłębiu dyniowym, Dyniowoli, krainie kapusty, dyni i (niegdyś) pomidorów. Sądziliście, że w Warszawie? W sumie tak, bo do znaczka z napisem Warszawa dobiegam w pół godziny, ale formalnie jest to podwarszawska wieś znajdująca się w gminie Lesznowola. Warto zapamiętać tą nazwę, szczególnie jeśli mieszkacie w stolicy lub okolicy.


Widoki bywają tu jesienią piękne, soczyste:) Co roku, w okresie od września do listopada, na ulicy Słonecznej w Lesznowoli (bliżej Magdalenki) miejscowi rolnicy wystawiają przed swoje domy stragany z własnoręcznie wyhodowanymi dyniami (i nie tylko, ale to dynie są gwiazdą sezonu). Plotka głosi, że pewna osoba postanowiła jako pierwsza zainwestować trochę czasu w stworzenie naprawdę pięknego straganu przy ulicy, to chwyciło i rozpleniło się po sąsiadach. Inna wersja głosi, że pewien rolnik wystawił przed dom paletę z dyniami w dniu kiedy przed jego domem biegł maraton o Puchar Wójta, sprzedaż ruszyła, pozostali podchwycili pomysł.
W sumie to nieważne kto rozpoczął, ważne jaki jest efekt. A efekt jest bombowy, szczególnie gdy mamy prawdziwą polską, złotą jesień. W którymś momencie ulica Słoneczna staje się ulicą Dyniową - przy każdym domu stoją stragany z najróżniejszymi odmianami dyni i nie są to zwykłe palety:


Już sama ilość straganów robi wrażenie, do tego można dodać pomysłowe sposoby ekspozycji, piękne dynie ozdobne, typowe dynie na Halloween (z wyciętymi otworami i świecami zapalanymi po zmierzchu) oraz pobliskie stadniny koni - wszystko razem tworzy piękne złoto-jesienne obrazy.


Po dynie pojechałam w ostatni weekend, straganów póki co jest jeszcze niewiele, ale są bardzo dobrze zaopatrzone. Pani sprzedająca zaprowadziła mnie na podwórko, pozwoliła wybrać najładniejszą dynię, doradziła, która najlepsza jest na zupę, a która na ciasto. Poleciła mi też dynię podłużną, z której można upiec frytki. Wyjechałam obładowana trzema dyniami, za które zapłaciłam w sumie 29zł, czyli przyzwoicie. Odkąd odkryłam dynię jako warzywo kulinarne (u mnie w domu dyni się nie jadło) co sezon zachwycam się jak wiele można z niej zrobić. Pisząc tego posta zajadam się niebiańskim ciastem dyniowym z Kwestii Smaku i popijam espresso. Boskie drobne przyjemności! Polecam i Wam:)
Ps. Jeżeli macie swoje ulubione sposoby na dynię będę wdzięczna za podzielenie się.

22.9.13

444

Czarny Golf. Moja podstawa jesienno-zimowej garderoby. Absolutny basic i must have.
  A dziś dodatkowo można podziwiać wariacje na temat mojej fryzury: testowe podejście do boba i moje naturalne ombre hair - pamiątka po słonecznych dniach wakacji.
 

15.9.13

443.

Oto najlepszy dowód na to, że pokazuję tu to jak chodzę na co dzień. Te same buty, ta sama kurtka, ten sam wieszak:)
Nie lubię gdy blog, na który często zaglądam przechodzi z fotorelacji strojów codziennych do prezentacji super-ekstra-alternatywnych ciuchów wysyłanych przez wszelakiej maści firmy i projektantów. Z jednej strony rozumiem, że fajnie jest dostawać fajne cuchy....ale gdy przekroczy się pewien punkt przegięcia....wolę wtedy zajrzeć do sklepu internetowego a autentyczności szukam na ulicy i innych blogach. Tylko żal wtedy, że kolejne miejsce traci urok podglądania kogoś przez dziurkę od klucza na rzecz witryny sklepowej.
Źródło pochodzenia: buty - Deichmann, kurtka - F&F, sukienka - sh
Mnie na szczęście z racji 'olbrzmiej' popularności pokusy przegięcia omijają:) Kombinuję z tego co mam - dziś szmatka zaadoptowana jako sukienka, wygrzebana w ciuchlandzie za całe 6zł.

14.9.13

442.

 Wynurzam się z niebytu, choć coraz bardziej czuję się w tej blogosferze jak w kosmosie:) Aparat w dalszym ciągu zepsuty, dziecko mi dorasta, biznes się rozkręca, pies żąda wyjścia na frisbee...same przeciwności losu.

Ale mimo wszystko nadal mnie tu ciągnie, ciuchy nadal jeszcze kupuję (co prawda sporadycznie ale jednak), co jakiś czas nadal udaje mi się ubrać tak, że stwierdzam, że jest ok:)
Nie wiem kto jeszcze tu zagląda i czym jest zainteresowany...ale ja z ciuchów powoli przerzucam się na ciut inne różne ładne rzeczy: smaczny posiłek, wiejski krajobraz, zdrowe i naturalne jedzenie, przyjemne chwile z najbliższymi, upojne wieczory, leniwe poranki, drewnianą chatę na mazurskiej wsi, wszystkie pierwsze razy z moim dzieckiem. Ciuchy jakoś przestały mnie kręcić, tym bardziej że utknęłam w miłej szufladzie gdzie pełno jest szarości, czerni, bieli i fluo.

Źródło pochodzenia: buty - Deichmann, spodnie - Promod, ramoneska - F&F, szal - Zara, torebka - Monnari, opalizujący lakier do paznokci - Claire's

A może to wszystko wina magicznej granicy, którą przekroczyłam kilkanaście dni temu? Wprawdzie poproszono mnie ostatnio o dowód gdy kupowałam wino, a i pewien nieznajomy nie mógł uwierzyć, że jestem 'już' matką i żóną.....ale lat mam 30. Powiem Wam tylko tyle: jest bosko!

UWAGA

Wszystkie zdjecia zamieszczone na tej stronie chronione są prawem autorskim. Przetwarzanie i publikacja w jakiejkolwiek formie bez zgody autorki jest zabronione.
Chcesz ich użyć? Zapytaj: rozneladnerzeczy@op.pl

Follow by Email